Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą opowiadanie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 listopada 2015

"Zazdrość" czyli "Pustki" ciąg dalszy

Tytuł: Pustka
Zespół: BTS
Paring: VSuga, VMin
Ostrzeżenia: Język użyty w tekście może byc uznany za gorszący.
Cześci 2/2
Od autorki: Nie kleiło się to pisanie ani trochę. 1xxx podejśc do tego. A pięknie napisało się w ciągu nocy. Dziękuję mojemu Dongsaengowi za zmotywowanie mnie i za inspirację. Przepraszam za zwlekanie. Ale niczym Suga za którego odczucia tu byłam odpowiedzialna "i dont give a sh*t"



Pustka jest też ciemnością, ale ciemność nie istnieje bez światła. Ciemność jest brakiem światła. A w ciemności w nocy człowiek odczuwa więcej i intensywniej. Nawet ją… Zazdrość. Słownik definiuje to pojęcie w bardzo okrojony sposób.
Cytując: „Uczucie przykrości spowodowane brakiem czegoś, co bardzo chce się mieć i co inna osoba już ma.”
„Silne uczucie niepokoju, że ukochana osoba mogłaby nas zdradzić”

A gdzie wspomnienie o tym, że ukochana osoba już Cię zdradziła, a tobą targa uczucie przykrości i niesprawiedliwości, bo brak Ci tej osoby i bardzo chcę ją nadal mieć przy sobie? I żal Ci tego że ktoś inny przez pewien czas miał Twój cały świat dla siebie?

Jakoś tego żaden jebany słownik nie uwzględniał! Czemu regułki są tak płytkie i chłodne, nawet gdy mówią o ludzkich uczuciach?


Trzeci wieczór z rzędu spędzałem sam w naszym do niedawna jeszcze wspólnym domu. Twój puszysty biały pers łasił się do mnie zabiegając o uwagę, podczas gdy ja przelewałem swoje emocje znów w słowa i muzykę. Nie mogłeś go zabrać bo jak już teraz wiem jesteś u naszego wspólnego dobrego przyjaciela, będącego moim głównym współpracownikiem. Nam napisał mi wiadomość, jak tylko się u niego zjawiłeś, chociaż na pewno mu tego zabroniłeś i kiedy to się wyda będziesz na niego zły. Ja za to z całego serca jestem mu wdzięczny za to, że mogłem odetchnąć z ulgą po tym jak twój plecak, parę ubrań i kurtka zniknęły w ciągu zaledwie kilku minut razem z Tobą. Świadomość, że mogłeś być u tego zasrańca by mnie zabijała niczym wymyślna trucizna. Kiedy wyrwałem się z zamyślenia, skierowałem uwagę na kota biorąc go na kolana i dając mu nieco czułości poprzez drapanie go za uszami. Widać nie tylko dla mnie te trzy dni to była wieczność.
Moja duma okazała się silniejsza niż cokolwiek innego i nie odezwałem się do Ciebie. Jestem idiotą i w pełni zdaję sobie z tego sprawę. Jednakże, każdy wie jak działa naruszenie cienkiego pola ochronnego dumy samca gatunku ludzkiego. Nigdy nie kończy się niczym dobrym. A zdrada narusza także godność, poczucie bezpieczeństwa pewności i stabilności.
Ale czy takie pocałunki to taka zdrada nie do wybaczenia? Oj nie. Kocham bezwarunkowo, spalam się w tym uczuciu dając z siebie dwieście procent i wybaczam wszystko. Jednak zawsze pamiętam. A to chyba gorsze niż nie uzyskanie przebaczenia.

Czwartego dnia usłyszałem szczęk kluczy w zamku. Myślałem, że to mi się tylko zdaje, że słuch płata mi figle. Przetarłem zaspane oczy i ujrzałem rozmazaną postać.  Tą sylwetkę znałem zbyt dobrze. Wiedziałem, że to TY.  Byłeś już przy moim biurku i wyłączyłeś palącą się pewno już długi czas lampkę biurową. Poprawiłeś mi zarzuconą na ramiona bluzę myśląc, że nadal śpię, w końcu nie raz zasypiałem tworząc piosenki po nocach. Jednak ja już prawie się przebudziłem, wyciągnąłem dłoń łapiąc nią tą Twoją.
- Tae… - Cichy, chrapliwy szept wydobył się z moich ust. Spojrzałem na Ciebie będąc nadal zaspany. Spojrzałem w Twoje oczy a w nich odbijał się tylko smutek. Moje Słońce straciło blask… Jak mogłem dopuścić do tego. Jak zazdrość że Jimin stał się ważny dla Ciebie mogła sprawić, że nie walczyłem. Poderwałem się z krzesła i zamknąłem Cię w uścisku wtulając w siebie.
– … będę o Ciebie walczyć. – Dodałem zaciągając się Twoim zapachem. A chwilę później czułem jak moja koszulka przesiąka Twoimi łzami. Jak zaciskają się na niej Twoje długie palce. Staliśmy tak nie mówiąc nic. Każdy z nas krył w sobie smutek i tęsknotę.
- Wybacz mi… - Ciche ledwie słyszalne słowa jednak dotarły do moich uszu. Zaśmiałem się wprowadzając Cię w osłupienie. Ale to było silniejsze odemnie.
- Wybaczyłem Ci. Ale tamtego Skurwiela zabiję. – Przeczesałem z nadmierną czułością Twoje włosy. Patrzyłeś na mnie jak na debila. A ja właśnie jak skończony debil śmiałem się patrząc na Ciebie i zazdroszcząc sam sobie, że znów mam Cię w objęciach. Nie musiałeś rozumieć. Czułeś na pewno, a to się liczyło bardziej. Chwilę później znów dane było posmakować najcudowniejszych dla mnie ust. Czysta zielona herbata. Moja herbata. Mój Tae.
- Już spokojnie… nasza znajomość się zakończyła. – Oznajmiłeś chłodnym tonem, ale uśmiech wykwitł po sekundzie na Twoich licach. Nie wnikałem czemu, nie liczyło się to w danej chwili. Najważniejsze, że okazałeś się dojrzalszy i wróciłeś, szukając wybaczenia za błąd.

Całą resztę nocy pijani szczęściem spowodowanym swoim towarzystwem nadrabialiśmy stracone cenne godziny. Głupie uczucie przykrości opisanej w słowniku dla nas znów stało się czymś obcym, dalekim i wielce nierealnym. A miłość, tęsknota i nuta pożądania ubarwiły noc połączeniem westchnień, pomruków i pięknych wyznań.

Wiele miesięcy później dowiedziałem się, że tego dnia wróciłeś po swoje rzeczy i przyjechałeś po tego białego kota. Gdyby mój sen nie był tak czujny i gdybym się nie obudził pewno jeszcze długo byśmy się nie spotkali, gdyż panowałeś wyjechać w rodzinne strony. Jimin się Tobą zabawił prawda? No tak wiedziałem. Dwa dni po waszym epizodzie z pocałunkami miał już kogoś na noc, a dowiedziałeś się o tym w tak paskudny sposób. Długonoga piękna dziewczyna otwierająca drzwi będąc roznegliżowaną, a za nią Jimin łapiący ją w pasie i całujący po szyi zanim nawet łaskawie spojrzał na to kto stoi w progu to jest wystarczająco jednoznaczne.
Potrzebowaliśmy głupiego przypadku by znów byc razem.
Ale jesteśmy ponownie My.
Bo w końcu cyż nie mieliśmy byc zawsze razem? 

Ja. Ty. My.

Idealna całość. Dwie połówki jednej duszy. Jednego serca. Zamknięte w dwóch osobnych ciałach. Jednak odnalazły się i przyciągały siebie nawzajem. 
Choć i tak to co się stało… co zrobiłeś… to już zawsze będzie w mojej pamięci.




środa, 20 maja 2015

Pustka

Tytuł: Pustka 
Zespół: BTS
Paring: VSuga, VMin
Ostrzeżenia: Język użyty w tekście może byc uznany za gorszący. 
Cześci 1/2? (jeśli się komuś spodoba będzie ciąg dalszy)

Pustka. Niebyt. Nicość. Stan w którym nie istnieje nikt ani nic. Nie ma życia, uczuć… I nie ma Ciebie.

Pamiętam te dni kiedy wszystko było między nami dobrze. Kiedy nikt, ani nic nie mogło stanąć między nami. Obiecywaliśmy sobie, że będzie tak już zawsze.

 Zawsze będziemy razem.
Ja i Ty. My.

Idealna całość. Dwie połówki jednej duszy. Jednego serca. Zamknięte w dwóch osobnych ciałach. Jednak odnalazły się i przyciągały siebie nawzajem.

I nagle coś się zmienia.
Pojawia się coś co zmienia wszystko.
*

Ten dzień był piękny. Choć mroźny. Poznałeś mnie ze swoim przyjacielem. Byłeś taki szczęśliwy. Ten Twój cudowny uśmiech i iskierki w oczach sprawiały, że serce mi rosło. W takich chwilach cieszyłem się jeszcze bardziej, że niebiosa zesłały mi takiego anioła. Dzięki temu mogłem oglądać odbicie gwiazd w jego oczach. Mogłem Cieszyc się tym ze co dzień przytulam go do siebie i jest mój. A ja jestem jego. Razem szliśmy do kawiarni. Mieliśmy posiedzieć i porozmawiać. Za każdym razem jednak kiedy twój przyjaciel cię przytulał coś kłuło mnie w środku. Tak zawsze byłem o Ciebie zazdrosny. Ale kto by nie był? Masz przecież w sobie to wszystko co lubię w ludziach.

Jimin… Od tego dnia zapamiętałem to imię.

Ścisnąłem Twoją ciepłą dłoń. Szliśmy alejkami parku do naszego małego domku na przedmieściach. W końcu o takim marzyliśmy. Nie trzeba było nam wiele, kiedy mieliśmy siebie. Zrobiłem nam kolację. Ciepła herbata i tosty. Jak zawsze skromnie. Siedzieliśmy w salonie, drwa strzelały wesoło w kominku kiedy płomienie ognia lizały je swoim żarem. Poczułem twoją dłoń na moim udzie. I daję słowo taki sam żar bił od Ciebie jak z tych płomieni. Byłeś słodki, a na twoje policzki wkradły się rumieńce. Zawsze wyglądasz wtedy tak niewinnie. Przygryzasz wargę, a mój mózg wariuje. Ułamek sekundy, a już jesteś na moich kolanach i całuję Twoje miękkie wargi, smakujesz zieloną herbatą. Niezmiennie odkąd pierwszy raz złączyłem nasze usta w gorącym pocałunku. Dziś całujesz zachłanniej, chcesz coraz więcej i więcej. Wiem to. Widziałem to w Twoim spojrzeniu. Czuję to na moich piersiach gdzie umiejscowiłeś swoje dłonie, nawet zdradzasz to przeciągając pomruki. Ta gra to dopiero początek. A swój koniec będzie miała dużo później. I zupełnie gdzie indziej.

*

Minął tydzień odkąd poznałem Twojego przyjaciela. Siedzę sam w domu i pracuję. Pochłonięty pracą nawet nie zauważam, że wróciłeś wcześniej. Podbiegasz do mnie i od razu całujesz. Jednak czuję coś dziwnego. Pocałunek jest inny niż zawsze przy powitaniu. Inny niż wieczorami. Sprawdzasz nim czy tu jestem, czy jestem prawdziwy i coś jeszcze. Pocałowałem Cię czule i wtedy do mnie dotarło. Zielona Herbata i mięta… Twoje usta nigdy tak nie smakowały. Coś jest nie tak. Nagle się wyjaśnia.
- Hyung… - słyszę cichy nieśmiały głos. – Hyung On mnie pocałował. – Nie patrzysz mi w oczy kiedy te słowa trafiają do moich uszu. Nie chce mi się w to wszystko wierzyć. Wiem o kogo chodzi i mam ochotę się z nim rozmówić. Nie chcesz tego i tylko z tego powodu tego nie robię. Biorę się w garść chociaż mam ochotę wyć. Zamiast tego jestem przy Tobie i mówię, że to nic. Dziękuję za szczerość i tulę Cię tak długo aż całe emocje z nas nie uciekną. Siedzimy dziś długo pijemy herbatę i całujemy się. Co jakiś czas pytasz czy nie jestem zły. Byłem. Ale nie na Ciebie.

Dni miały nam spokojnie, zazwyczaj…

Jeszcze dwa razy dowiedziałem się od Ciebie, że Jimin Cię pocałował. Kłóciliśmy się przez to. Broniłeś go, a ja miałem ochotę go rozszarpać. W dodatku ten dupek mówił że Cię kocha. Nie jestem wcale zadowolony z tego, że musiałem jeszcze z nim rozmawiać. Było by mi wygodniej gdyby zostawił Cię w spokoju, ale nie mogłem znieść Twojego smutku kiedy mówiłeś, że on jest Twoim przyjacielem i nie możesz go stracić. Gdybym wtedy z nim nie gadał… Pewno nie doszło by do tego co teraz.

Nie ma Cię znów cały dzień. Siedzę nad tekstami i redaguję to co już napisałem. Łącząc to z kolejnymi bitami. Wszystko idealnie składa się w sensowną całość. Dzień pracy mogę uznać za owocny. Dopijam kawę, kiedy drzwi trzaskają, a TY wbiegasz do salonu. Przytulam Cię i zaczynasz płakać. Przepraszasz mnie, a ja nie wiem za co. Do czasu…
- Suga… - Bełkoczesz płacząc – Pocałowałem go… w usta i nie tylko… po szyji też… - Czuję się jakbym dostał serię z karabinu maszynowego prosto w serce.
- Jak to? Jak do tego doszło? – zachowuję się wyjątkowo chłodno w stosunku do Ciebie. Chociaż to do mnie nie podobne. Patrzysz mi w oczy i otwierasz usta po chwili je zamykając znowu. Robisz tak kilka razy zanim z nich wydobywa się coś oprócz szlochu.
- No bo… bo byliśmy u niego. – Słysząc to marszczę brwi. Naprawdę nienawidziłem kiedy do niego chodziłeś. A on przy każdej okazji Cię zaciągał do swojego mieszkania. – Yoongie… i leżeliśmy na łóżku… a dokładniej ja Jiminowi siedziałem na biodrach… - Reszta już nie dotarła do moich uszu. Że kurwa co? Ten pieprzony Sukinkot już nie żyje. Poderwałem się krzycząc i czując łzy w oczach. Wiedziałem, że albo coś rozwalę, albo uderzę Cię. Dlatego odsunąłem się jak najdalej. Myślałeś, iż chcę wybiec z domu i coś krzyknąłeś. Nie pamiętam dokładnie jak to leciało… ale coś o tym, że on Cię zauroczył. W tym momencie szlak mnie trafił. Upadłem na kolana czując jak moje serce rozpada się powoli na miliardy kawałeczków. Było już popękane. Ale to teraz czara goryczy się przelała. Jak mogłeś Tae… Mój słodki i dziwny Taeś… czemu byłeś zdolny do czegoś takiego. Posunęliście się za daleko. Obaj.

Pustka. Niebyt. Nicość. Stan w którym nie istnieje nikt ani nic. Nie ma życia, uczuć… I nie ma Ciebie.
Czyż nie mieliśmy być zawsze razem?
Ty i Ja. My.
Ty i On. Wy.
Idealna całość.   Całości nie było.
To co się stało… co zrobiłeś… to już zawsze będzie w mojej pamięci.



czwartek, 13 listopada 2014

Rozumiem wszystko.

 Tytół: "Rozumiem Wszystko"
Zesół: VIXX
Paring: LeoBin
Ostrzeżenia: Brak

Leo...


Rozumiem wszystko.


 A przynajmniej wydaje mi się że rozumiem. Mam wrażenie że to wszystko jest moją winą. Przepraszam za to że masz wrażenie że się mi narzucasz. Nigdy tak nie było. A to że nie pisałem pierwszy czy nie odpisywałem długo to zawsze było spowodowane tym że nie chciałem Ci przeszkadzać. Ja rzadko pisze do kogokolwiek pierwszy boję się że mnie zignorują, albo nie będę miał o czym gadać, czy właśnie tego że im przeszkadzam.  Nawet nie wiesz jaką radość sprawiało mi to że do mnie piszesz. Czasem tylko dlatego siedziałem do późna w nocy mówiąc że nadal się uczę.  A jak wtedy miałeś problemy z kontem to Ravi dostał spam wiadomościami że się martwię bo może zrobiłem coś nie tak, że przeze mnie  coś się zepsuło u nas i nie chcesz być ze mną…. Teraz widzę, że może to być prawdą.




Boli mnie to, że myślałeś że nie mamy szans na to by nam się udało i  że sobie wmawiałeś że to nie wyjdzie. 




Nie wiem co teraz się dzieje w twoim sercu. Nie wiem czy nadal coś do mnie czujesz. Wiem tylko tyle że ja ciągle Cię kocham.




Jeśli masz być nie szczery wobec siebie to nie chcę pozwolić by tak było.  Gdybyś tylko udawał dla mnie to bym to zniósł, ale nie chce byś oszukiwał też siebie. Tego nie przeżyję.



Chcesz to zakończyć… to nie będę Cię powstrzymywał. Skoro to nie ma sensu… i nie ma już NAS tylko jesteś Ty i Ja… Bo jeśli się kogoś kocha to trzeba pozwolić mu odejść, chciałbym Cię zatrzymać ale był by to czysty egoizm. Nie chcę byś był przeze mnie nieszczęśliwy, byś cierpiał z mojego powodu i musiał udawać. 




Chcę byś tylko wiedział że ja zawsze będę Cię kochał.  A te wspólne dni były dla mnie czymś bardzo ważnym i były cudowne. Dziękuję Ci za nie.  




Daję Ci wolność której potrzebujesz. Nie będę się już naprzykrzał. Jeśli będzie trzeba zniknę z Twojego życia. Chcę tylko abyś był szczęśliwy. Mam nadzieję że znajdziesz kogoś kto bardziej na Ciebie zasługuje.  Kto Cię pokocha równie mocno jak ja i Ty go też tak pokochasz. A jeśli już jest ktoś taki to życzę wam szczęścia.




Kocham Cię nadal, dlatego nie mam o nic żalu. Staram się Ciebie zrozumieć. Przepraszam, że zniszczyłem to co było między nami. Nie chciałem by tak się stało. Jeszcze raz dziękuję za tą szansę którą mi dałeś i za to, że mnie pokochałeś. 




Prawdopodobnie zniknę na jakiś czas by sobie to ułożyć. Przepraszam że Cię zawiodłem. Przepraszam, że zburzyłem Twój spokój. Przepraszam za tyle słów.  Pisałem to pod wpływem emocji. A znikłem wtedy bo nie chciałem Ci się popłakać, choć i tak się popłakałem.




Może wrócę silniejszy… jeśli wrócę… jeśli w ogóle odejdę... Zawsze kochający Hongbin ~~
 


poniedziałek, 22 września 2014

Jak zwykle uśmiechnięty…


Zespół: B.A.P
Paring: DaeUp (JongUp & Daehyun)
Od autora: Cukrzyca :3

Dae  stał w drzwiach od dłuższego czasu. Obserwował młodego, który ciężko pracował nad opanowaniem nowego układu.
Jedna pomyłka na dziesięć prób, był lepszy niż Daehyun sądził.
Jedenaste podejście i nagle nastąpiło coś czego Bussan Boy by się nie spodziewał.
Młody upadł w trakcie obrotu.
- UP! Nic Ci nie jest?!
- Hyung  co Ty tu robisz? – zapytał zdziwiony chłopak.
- Przechodziłem i zobaczyłem jak się wywracasz.
- Spokojnie nic mi nie będzie. Jak się nie wywrócisz to się nie nauczysz, prawda?
- No tak… - Podał Jongup’owi rękę i pomógł mu wstać.
- Dobra na dziś koniec. Może pójdziemy coś zjeść? – Zapytał uśmiechnięty jak zawsze Up.
- W sumie to dobry pomysł Uppie.  – Dae poklepał go po ramieniu i ruszył w stronę drzwi .
*Kochny Jongie jak zwykle uśmiechnięty…*
Pomyślał starszy zwalniając kroku, rozmyślania przerwał mu Uppie, który wskoczył mu na plecy.
- O czym tak myślisz Hyung?
- O To.. – przerwał w pół zdania – O tym gdzie chciałbyś dziś pójść? – wybrnął w ostatniej chwili.
- Mam ochotę na coś słodkiego… Może pójdziemy do tej cukierni na rogu?  - Odparł Jongup zeskakując na ziemię. Złapał starszego za rękę i pociągnął za sobą.
                W cukierni Jong  jak zwykle kupił mnóstwo słodkości.
- Młody nie rozboli Cię brzuch – Starszy się zaśmiał
- No wiesz Co… To nie tylko dla mnie… O ten pączek jest dla Zelo…. Wracajmy do dormu Hyung.

20 minut później siedzieli już w salonie. Up faktycznie zostawił część słodkości dla reszty zespołu. Sam za to wziął największy kawałek ciasta czekoladowego i teraz objadał się nim w najlepsze.
- Jak ciasta mogą sprawiać Ci tyle radości? – Dae nie mógł się nadziwić, ani tego zrozumieć.
- Przecież że potrafię cieszyc się praktycznie ze wszystkiego. – Uśmiechnął się młodszy, odpowiadając na pytanie.
- Uppie…
-Hymmm?
- Masz czekoladę na twarzy… poczekaj. – Chłopak przesunął kciukiem po policzku młodszego. I nagle… nachylił się i musnął ustami ten właśnie policzek. – Przepraszam. – Zmieszany odwrócił wzrok.
Jong przysunął się bliżej i przytulił się do kolegi.
- Za takie rzeczy się nie przeprasza Hyung.
- Up, ja nie chciałbym żeby to coś zepsuło. Nie chcę naciskać… Ale czy jest szansa że mogę Ci się spodobać?
- Czyli Ja? Ja Ci się podobam? – Oczy Jong’a zaczęły błyszczeć, a chłopak siedzący obok kiwnął głową. – Dziękuję Ci. – Wyszeptał młodszy wtulając się w tors kolegi. Dae uniósł jego podbródek i pocałował go czule.
- Cieszę się że mnie nie odtrąciłeś.
- Nie mógłbym tego zrobić. – Uppie uśmiechnął się słodko opierając głowę na ramieniu chłopaka, który już nie miał zamiaru wypuszczać go z objęć.


niedziela, 31 sierpnia 2014

4 Miesiące

Zespół:BTS
Paring:Yoonmin [ Suga & Jimin]
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Przygotujcie chusteczki ;) 

Yoongi to jedna z tych cichych osób które tylko przy najbliższych potrafią pokazać jacy są naprawdę.
Nie raz było tak że ludzie błędnie go oceniali… pozory mylą i to bardzo. Pochłonięty do reszty  pogonią za marzeniami czasem dostawał miano odludka. Ale pomimo tego Suga cieszył się znaczną popularnością… wśród dziewczyn w szczególności.
Chłopak miał za sobą już kilka związków ale żaden z nich nie trwał dłużej niż 4 miesiące… Momentami żartował że wisi nad nim fatum. Fatum 4 miesięcy które jest nie do pokonania…
Był dojrzały i związki traktował poważnie. Nigdy nie bawił się uczuciami drugiej osoby, a z siebie dawał jak najwięcej. Co jednak po tych 4 miesiącach sprawiało, że cierpiał i to bardzo. W takich momentach pisał jeszcze lepsze teksty piosenek. Gdyż każde słowo, każda nuta jaką nagrywał były prawdziwe i wypełnione emocjami.  To go dołowało ale i zarazem wzmacniało.
Pewnego pięknego wiosennego dnia, kiedy to postanowił oderwać się na chwilę od wszystkiego poszedł zagrać ze znajomymi w koszykówkę. To był sport który kochał. Prawie tak samo mocno jak muzykę.  Poznał w trakcie meczu chłopaka z przeciwnej drużyny, który jak nikt inny sprawił, że zazwyczaj skryty w sobie Yoongi zaczął pokazywać że ma też inne oblicze. Chłopak nazywał się Park Jimin, był nowy nie znał jeszcze wszystkich z okolicy. Jego pozytywna energia udzielała się wszystkim, przez co stał się w krótkim czasie bardzo popularny. Był zabawny, wysportowany… czasem nieco dziecinny. Jimin jakimś cudem zaprzyjaźnił się ze starszym. A po pewnym czasie byli prawie nie rozłączni. Suga promieniał szczęściem kiedy był przy swoim głupiutkim dongsaeng’u. Wszyscy to zauważali. To już nie był ten sam skryty facet.
Czasem życie jest nieprzewidywalne. Nikt nie spodziewał się takiej przyjaźni tych dwojga.
Ale chyba jeszcze większym zaskoczeniem dla obu było to, że przyjaźń zmieniła się w silniejsze uczucie. Najczystsze, najpiękniejsze i najbardziej prawdziwe uczucie na świecie. Miłość spadła na nich jak grom z jasnego nieba. Chociaż naprawdę pielęgnowali ją mniej lub bardziej świadomie przez parę miesięcy.
Jimin wyznał Hyungowi, co czuje pomimo ogromnego stresu. Nikt z was nawet nie może sobie wyobrazić szczęścia tego głuptasa kiedy jego uczucie okazało się być odwzajemnione. Chodzili wszędzie razem ze sobą tak jak wcześniej. Jednak teraz zmienił się całkowicie wymiar ich spotkań. Na samym początku nieśmiałe uśmiechy, spojrzenia które przy każdym kontakcie wzrokowym  powodowały u nich fale ciepła. Po pewnym czasie delikatne czułości, trzymanie za ręce i słodkie pocałunki którymi obsypywali się nawzajem. To wszystko było tak cudowne. Odkrywali się na nowo. Poznawali nawzajem swoje mocne i słabe strony. I nawet gdy dochodziło do sprzeczek, szli na ustępstwa. Godzili się i umocnieni nadal byli w swoim cudnym związku. Każdy kto wiedział o ich uczuciach do siebie wróżył im jak najlepiej. Bo to była wielka i prawdziwa miłość
. Tego dnia, który był tak podobny do tego, w którym się spotkali mijały 4 miesiące razem… Suga denerwował się jak jeszcze nigdy. Wiedział co oznacza ta liczba. Wiedział, że nie zniesie jeśli straci swojego ukochanego Jimina. Zaplanował wszystko idealnie. I tak też ten dzień wyglądał. Był perfekcyjny w każdym calu. Świętowali i cieszyli się swoją obecnością. Pomimo, iż chodzili w miejsca tak zwyczajne i nie robili nic specjalnego.
W momencie największego szczęścia. Przełamania klątwy przez Jimina, zdarzyło się coś czego starszy się obawiał.  Tydzień po czwartej miesięcznicy młodszy odwołał randkę. Wykręcał się czymś pilnym w domu, dwa dni później nie zjawił się na spotkaniu i tak przez kolejne 3 dni. Yoongie cierpiał. Wiedział, że coś się stało, że oddalają się od siebie. Kiedy się spotkali złe przeczucia nie znikały. A wręcz przeciwnie, były tylko mocniejsze. Park był jakiś dziwny. Udawał że jest dobrze, ale w jego oczach widać było zmianę. Padło z jego ust magiczne zdanie „Musimy porozmawiać”. A drygi już wiedział co oznaczają te słowa. Wrócili do swoich domów już jako prawie obcy sobie ludzie. Wszystko co było miało zostać tylko historią.
4 miesiące… kolejny zawód miłosny, nieprzespane noce, zapisane stosy kartek i ból nieco inny niż wcześniej. Znacznie silniejszy.
Życie lubi z nami pogrywać… tak zrobiło i tym razem. Po zerwaniu z Yoongiem, młodszy przepadł nikt go nie widział. Nikt nie wiedział co się z nim stało. Suga nie mógł już wytrzymać tej niewiedzy. Udał się do domu swojej miłości. Ale zastał tam tylko smutek.
Pognał niczym jakiś heros. Niesiony siłą miłości. Odnalazł go. Jimin, ten sam który parę miesięcy temu go pokochał. Ten z którym dzielił najpiękniejsze chwile życia… Tego Jimina już nie było. Wesoły uśmiech, pulchne policzki i wesołe oczy, to znikło. Widok który ujrzał Chłopak przeraził go. Jego miłość życia leżała popodpinana do wielu urządzeń. Był utrzymywany przy życiu. Jego ciało nadal funkcjonowało. Jego serce nadal biło.  Ale… ale Jimina już nie było. Odszedł parę godzin temu. Odczyty były jednoznaczne. Śmierć. Jedyne co dosięga wszystkich. Jego też zabrała. Chłopak umarł, a jego ciało funkcjonowało tylko dzięki maszynom i miało uratować innych. Suga nie wytrzymał. Upadł na posadzkę zanosząc się głośnym szlochem. Tylko prawdziwy mężczyzna nie boi się płakać…
Jeszcze dziś chciał wykrzyczeć temu idiocie że go kocha i pokazać jak bardzo go zranił. Ale nie było już idioty… Nie było tego kogo kochał.  Nie mógł nikogo wyzywać i nie mógł go uderzyć.
Jimin miał być z nim już zawsze… a klątwa 4 miesięcy zabrała go w najgorszy możliwy sposób. Choć ten próbował ochronić Yoongiego przed  smutkiem.  Zostawił mu tylko list. List, w którym wyjaśnił wszystko. List który sprawił że Suga mógł żyć dalej. Fatum 4 miesięcy już nigdy więcej się nie powtórzyło. To był ostatni raz.
Pamięć o Park Jiminie była utrwalona. Był w każdej kolejnej piosence Sugi, podczas każdego występu kiedy już osiągnął to o czym marzył. Po latach kiedy jako producent tworzył muzykę nadal pamiętał o tym kochanym pełnym energii chłopaku. A list ,który od niego dostał wisiał w jego biurze, tuż obok złotych i platynowych płyt. Przy najcenniejszych nagrodach.  Na zżółkłej kartce papieru, zapisanej starannie lecz już niepewną ręką, 4 najpiękniejsze miesiące i słowa które dawały otuchy nawet w najgorszych chwilach. I te zdania: „Teraz będę żył dla Ciebie dzięki tym których uratuję. Ale moje serce choć już niesprawne zawsze będzie tylko Twoje. ”




piątek, 14 lutego 2014

"Przepraszam"

Zespół: U-Kiss
Paring: Soohyun/Dongho [2Shin]
Ostrzeżenia: Krew. 
Od autora: Dużo cierpienia. 

Było tak idealnie. Poszliśmy do uroczej knajpki w której często przebywaliśmy. Tu nas nikt nie znał. Nikt nie oceniał. Mogliśmy być sobą.  Siedzieliśmy ukryci za filarem, przy stoliku na końcu sali. A raczej wnęki. Przygaszone światło sprawiało że miejsce miało specyficzny klimat. Światło odbijało się od biało czarnych ścian. Czerwone obicia foteli i sof były niezwykle wygodne. Czuło się tu jakoś bezpiecznie. Patrzyłem Ci prosto w oczy. Które były takie piękne. Patrzył na mnie zawsze tak czule. Przysunąłem się do Ciebie kawałeczek. Żeby być ciut bliżej i móc wdychać Twoją wodę kolońską. Dziś pachniałeś jeszcze cudowniej niż zazwyczaj. Zaciągnąłem się po raz kolejny, ach ten zapach mnie hipnotyzował. Zjedliśmy kolację i zamówiliśmy deser.  Deser był niesamowity. Kruche ciasto z przepysznym kremem i te owoce. Rozpływało się w ustach. Dopiłem moje latte. I przyglądałem Ci się uważnie. Dziś coś mało mówiłeś odkąd weszliśmy mu. Parę razy wypowiedziałeś moje imię, spytałeś o coś błahego i nic poza tym. Trochę mnie to martwiło.
- Dongho…
-Hymm?
- Zerwijmy.
W tym momencie mój cały świat runął. Ale zaraz obiecałeś… To jakiś żart. Zaśmiałem się.
- Nie mówisz naprawdę? Prawda? – Nic nie powiedziałeś. – Soohyun! Obiecałeś! Mieliśmy być zawsze razem. – Nadal nic. – Nie pozwolę Ci odejść. Jeszcze dziś mówiłeś że będziesz o mnie walczył!  Ja będę o Ciebie walczyć nie zmienię tak łatwo tego co czuję i nie zostawię Cię tak łatwo... obiecałem Ci to. Kocham Cię rozumiesz? Jak nikogo na tym cholernym świecie jesteś jedyną osobą na której mi naprawdę zależy. – Ciągle milczałeś. – Nie obchodzi mnie co się stało. Jaki jest tego powód. Czy Cię zanudziłem, czy się ze mną męczysz. Nie dam Ci tak łatwo odejść. Cholera Kocham Cię i nie opuszczę! Dla Ciebie zrobię wszystko.
- Przepraszam. – Wyszeptałeś i spuściłeś wzrok.
- Tylko tyle? Nie powiesz mi dlaczego? Jak w jednej chwili to wszystko co do mnie czułeś stało się nieistotne. A może niczego tak naprawdę nie było?
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć.
- No nie wiem? Może prawdę?
- Nie powinienem się angażować. Nie nadaję się do związków. Przepraszam. Żegnaj.
- Nie mów tak! To nie prawda!  Powiedz przynajmniej czy to wszystko było szczere. Czy mój smutek ma sens?
- Przepraszam.  – Powtarzałeś się jak zacięta płyta.
- Jeśli kiedyś będziesz w stanie mi powiedzieć… Wiedz że Cię Kocham. Najmocniej na świecie.  Pójdę już. – Położyłem na stoliku pieniądze za mój posiłek. I wyszedłem z knajpki. Gdy tylko znalazłem się na ulicy rzuciłem się pędem w stronę domu.  Pierwszy raz byłem tam tak szybko. Zamknąłem się w swoim mieszkaniu.
Dostałem wiadomość od AJ’a… Akurat teraz? Zacząłem z nim pisać. Nie wiem kiedy powiedziałem mu wszystko co się stało. Pisałem że nie dam sobie rady. Prosiłem go by mnie zabił bo ten ból zabija mnie zbyt wolno. Miałem drgawki. Trząsłem się jak w gorączce, lub gdybym miał atak padaczki. Moje serce pękło na tysiące kawałeczków.
-„Aj chyba sobie coś zrobię.”
- „Tylko jeśli musisz… jeśli nie ma innego wyjścia… ale proszę nie głęboko.” – Odpisałem mu że byłby to pierwszy raz gdybym się pokaleczył. Wolałem się upić, ale mi zabraniał. A Fajki się kończyły.  
Znów poprosiłem by mnie zabił.
- „Zostaniesz przy życiu.”
- „Co to za życie bez niego?”
- „Też tak kiedyś myślałem. Ale uwierz mi Dongho, że warto żyć.”
- „Nie widzę sensu.”- Jaeseop w odpowiedzi powiedział że sam ma od dłuższego czasu depresję. I mam mu zaufać.
Ale jesteś moją pierwszą miłością. To boli. Nawet nie wiesz jak bardzo. Kolejna fala drgawek. Zakrztusiłem się łzami i zacząłem się dusić. Odkaszlnąłem i napiłem się wody z butelki leżącej przy biurku.
Mam ochotę rozjebać  wszytko, wziąć żyletkę pociąć się, zabić kogokolwiek, strzelić sobie w łeb rozerwać serce na kawałeczki, nie chce tu być
Chce zniknąć. Zapaść się pod ziemie. Nie istnieć. Bo nie mam dla kogo.
Aj kazał mi zniszczyć maskotkę. Ale pierwsza która leżała była od Ciebie. Ta piękna panda. Którą mi wygrałeś na festynie. Miałem zabrać inną. Wyżyć się. Nie byłem w stanie. Jaesop był cały czas pisał. Oderwał mnie od myślenia o Tobie i o tym jak cierpię. Nawet powziąłem kroki do zmian. Chciałem się zafarbować aby rozpocząć nowy rozdział. Jego „obecność” pomagała, naprawdę. Ale do czasu. Potem zostałem sam. Chwila względnego spokoju minęła. Wszystko wróciło. Jest za 20 pierwsza.  Leżałem na łóżku wiercąc się. Pochlipując w poduszkę i wspominając nasze wspólne momenty. Dałeś mi tyle szczęścia. A teraz Tyle Cierpienia. Soo… dlaczego?
Nie wytrzymałem. Znalazłem paczkę żyletek. Jedna jedyna żyletka leżała na dnie szuflady z papierami i ołówkami.
Przygotowałem gazę i bandaż. O dziwo znalazły się w moim domu.  Byłem gotowy. W ustach trzymałem bandankę.  Zagryzłem ją i zrobiłem jeden ruch.  Spojrzałem na moje prawe udo. Nic… nic nie poczułem. Po chwili jednak ciurkiem zaczęła płynąc krew. Próbowałem tamować ranę lecz to nic nie dawało. Czerwonego płynu było coraz więcej. Sms’ od Eli… jeszcze jego brakowało. Wdałem się chwilowo w dyskusję z nim i spytałem jak zatamować krwawienie. Wpadł w panikę. Chciał do mnie przyjechać i mi pomóc. Ale go zbyłem. Nie chciałem żeby zobaczył mnie takiego. Zakrwawionego, popłakanego, z opuchniętą twarzą, zachrypniętego. Nie wciągnę go w to. Wystarczy  że Aj się zamartwia. Krwotok ustał. Zabandażowałem nogę ale gdy tylko spróbowałem wstać rana się odświeżała. Przy każdym ruchu tak było. Do rana cała pościel była w krwi. Ja wyglądałem jakbym kogoś zamordował.  Byłem słaby. Straciłem za dużo krwi. W kuchni zasłabłem robiąc śniadanie. Znalazł mnie tam Jaseop. Który sprawdzał co się ze mną dzieje i wszedł do mieszkania.

Leżę teraz pod kroplówką. Jestem utrzymywany w śpiączce. Mam wyzdrowieć. Ale na cholerę mi to. Bez Ciebie… nie chcę żyć. Dostałem znów drgawek. Sprzęt zaczął szaleć. Wydawało mi się przez chwilę że słyszę twój głos. Jak prosisz żebym żył. Po policzku słynęła mi pojedyncza łza. Tak bardzo Cię kocham SooHyunie… A Ty mnie zostawiłeś. 





"A co jeśli to nie był żart?"

Zespół: EXO
Paring: KaiHo
Ostrzeżenia: brak
Części: 1/2

Od autora: Kai jest uczniem liceum plastycznego. Jest na ostatnim roku. 


Stałem przed szkołą. Padał deszcz. Czekałem aż mój najlepszy przyjaciel po mnie przyjedzie.
Czarny Jeep zatrzymał się przed bramą. Wrzuciłem swoją teczkę z rysunkami na tylne siedzenie, a sam zająłem miejsce obok kierowcy. Cały dzień w pracowni malarstwa to mordęga. Nóg nie czułem, jedyne czego teraz pragnąłem to usiąść i nie wstawać.
- No jak tam młody? – zapytał przyjaciel.
- Umieram niech ten rok się skończy! Chcę już studia.
- Ech Kai nie łam się, ostatnie egzaminy za 2 miesiące. A studenckie życie jeszcze Ci zbrzydnie. Wierz mi na słowo, żarcie to my mamy paskudne.
- Suho. Ty jesteś po ogólniaku, a Twoje studia to całkiem co innego. Praktycznie już jesteś prawnikiem. A ja na architekturze wnętrz trochę spędzę czasu…
- Ta… dzieciuchu będę musiał Ci pewnie nie raz ratować jak się w kłopoty wpakujesz.
- Suho ty debilu! Ile jeszcze będziesz się czepiał tamtej imprezy?
- Długo…
                Dojechaliśmy pod mój blok. Pięć minut później staliśmy już w moim mieszkaniu.
- Ej frajerze masz coś do żarcia?
- Staruchu sprawdź w lodówce.
Rzuciłem teczkę w holu i walnąłem się na fotel.
- Debilu… co tam w tej kuchni tyle siedzisz?
- We frajerskim „królestwie” ogarniam dla nas coś na ząb. Znając Ciebie znowu zapomniałeś o lunchu, a może nawet o śniadaniu?
- Ok! To czekam.
                Zanim Suho przyniósł obiad, zdążyłem pochować swoje prace i farby po szufladach. Włączyłem też płytę Red Hot Chili Peppers.
Sos słodko kwaśny z ryżem i kurczakiem po całym dniu o jednej kawie. Takie danie to miła odmiana.
- Dzięki Hyung! Jesteś wielki. Zatrudnię Cię jako kucharkę!
- Młody matka Cię nie nauczyła, że nie gada się z pełną buzią?
 Wybuchliśmy śmiechem. W sumie to nie wiadomo do końca czemu.
Zmywałem naczynia, gdy Suho stanął za mną. Zrobił to tak niespodziewanie że wypuściłem z rąk nóż i przeciąłem sobie przez to palce.
- Kai! Co Ty wyprawiasz? – Jego głos dziwnie się zmienił.
- Debilizm wtórny Ci się uruchomił? Wystraszyłeś mnie!
- Przepraszam, Poczekaj, trzeba to opatrzeć.
Wyjął z apteczki bandaże,  gazy i nożyczki. Przemyłem rękę, a on założył opatrunek.
- To ja skończę zmywać za Ciebie – powiedział.
- A może przynajmniej powycieram i pochowam naczynia?
Mój przyjaciel szybko uwinął się ze swoją częścią roboty. Włosy opadały mu na oczy, ale miałem wrażenie że mnie obserwuje.  Kiedy do szuflady odłożyłem ostatnie sztućce, Student nachylił się nade mną.
- Młody…
- Co? – Podniosłem na niego wzrok.
- Masz malinkę…
- Co?! Gdzie!?
Joon Myun zbliżył swoje usta do mojego obojczyka. Gdy je oderwał z zadowoleniem oznajmił.
- O tu!
Zdziwienie nie pozwoliło mi si poruszyć. Było mi gorąco. Położyłem rękę w miejscu zaczerwienienia. Dobry humor przyjaciela szybko go opuścił. Spoważniał.  
- Jong In!… nie stój tak, odezwij się. Na żartach się nie znasz?
- Nigdy tak nie żartowałeś! Jak mam niby się zachować?
- Co z Ciebie taka dziewica?... – Przerwał na chwilę – A co jeśli to nie był żart?
 Poczułem że jest mi jeszcze cieplej, a twarz spłonęła rumieńcem.
- Kai! Co jeśli jestem gejem? I Cię Kocham?
Twarz Suho’a znalazła się tuż przy mojej. Złapał mój nadgarstek, abym mu nie uciekł.
- Czerwienisz się młody… To urocze.
Po tych słowach złożył pocałunek na moich ustach. Nie wiem kiedy, nagle zostałem przyparty do ściany. Student położył moją rękę na swoim torsie i powoli przesunął ją do góry w kierunku klatki piersiowej. Czułem szybkie bicie jego serca.
-Kai czujesz to co ja? Czy też Cię pociągam?
- Hum… Ja…Ja… Nie wiem.

Nie zaprzeczyłem. Tylko dlaczego? Ale Joon Myun'owi ta odpowiedz pasowała.