Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kpop yaoi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kpop yaoi. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 listopada 2015

"Zazdrość" czyli "Pustki" ciąg dalszy

Tytuł: Pustka
Zespół: BTS
Paring: VSuga, VMin
Ostrzeżenia: Język użyty w tekście może byc uznany za gorszący.
Cześci 2/2
Od autorki: Nie kleiło się to pisanie ani trochę. 1xxx podejśc do tego. A pięknie napisało się w ciągu nocy. Dziękuję mojemu Dongsaengowi za zmotywowanie mnie i za inspirację. Przepraszam za zwlekanie. Ale niczym Suga za którego odczucia tu byłam odpowiedzialna "i dont give a sh*t"



Pustka jest też ciemnością, ale ciemność nie istnieje bez światła. Ciemność jest brakiem światła. A w ciemności w nocy człowiek odczuwa więcej i intensywniej. Nawet ją… Zazdrość. Słownik definiuje to pojęcie w bardzo okrojony sposób.
Cytując: „Uczucie przykrości spowodowane brakiem czegoś, co bardzo chce się mieć i co inna osoba już ma.”
„Silne uczucie niepokoju, że ukochana osoba mogłaby nas zdradzić”

A gdzie wspomnienie o tym, że ukochana osoba już Cię zdradziła, a tobą targa uczucie przykrości i niesprawiedliwości, bo brak Ci tej osoby i bardzo chcę ją nadal mieć przy sobie? I żal Ci tego że ktoś inny przez pewien czas miał Twój cały świat dla siebie?

Jakoś tego żaden jebany słownik nie uwzględniał! Czemu regułki są tak płytkie i chłodne, nawet gdy mówią o ludzkich uczuciach?


Trzeci wieczór z rzędu spędzałem sam w naszym do niedawna jeszcze wspólnym domu. Twój puszysty biały pers łasił się do mnie zabiegając o uwagę, podczas gdy ja przelewałem swoje emocje znów w słowa i muzykę. Nie mogłeś go zabrać bo jak już teraz wiem jesteś u naszego wspólnego dobrego przyjaciela, będącego moim głównym współpracownikiem. Nam napisał mi wiadomość, jak tylko się u niego zjawiłeś, chociaż na pewno mu tego zabroniłeś i kiedy to się wyda będziesz na niego zły. Ja za to z całego serca jestem mu wdzięczny za to, że mogłem odetchnąć z ulgą po tym jak twój plecak, parę ubrań i kurtka zniknęły w ciągu zaledwie kilku minut razem z Tobą. Świadomość, że mogłeś być u tego zasrańca by mnie zabijała niczym wymyślna trucizna. Kiedy wyrwałem się z zamyślenia, skierowałem uwagę na kota biorąc go na kolana i dając mu nieco czułości poprzez drapanie go za uszami. Widać nie tylko dla mnie te trzy dni to była wieczność.
Moja duma okazała się silniejsza niż cokolwiek innego i nie odezwałem się do Ciebie. Jestem idiotą i w pełni zdaję sobie z tego sprawę. Jednakże, każdy wie jak działa naruszenie cienkiego pola ochronnego dumy samca gatunku ludzkiego. Nigdy nie kończy się niczym dobrym. A zdrada narusza także godność, poczucie bezpieczeństwa pewności i stabilności.
Ale czy takie pocałunki to taka zdrada nie do wybaczenia? Oj nie. Kocham bezwarunkowo, spalam się w tym uczuciu dając z siebie dwieście procent i wybaczam wszystko. Jednak zawsze pamiętam. A to chyba gorsze niż nie uzyskanie przebaczenia.

Czwartego dnia usłyszałem szczęk kluczy w zamku. Myślałem, że to mi się tylko zdaje, że słuch płata mi figle. Przetarłem zaspane oczy i ujrzałem rozmazaną postać.  Tą sylwetkę znałem zbyt dobrze. Wiedziałem, że to TY.  Byłeś już przy moim biurku i wyłączyłeś palącą się pewno już długi czas lampkę biurową. Poprawiłeś mi zarzuconą na ramiona bluzę myśląc, że nadal śpię, w końcu nie raz zasypiałem tworząc piosenki po nocach. Jednak ja już prawie się przebudziłem, wyciągnąłem dłoń łapiąc nią tą Twoją.
- Tae… - Cichy, chrapliwy szept wydobył się z moich ust. Spojrzałem na Ciebie będąc nadal zaspany. Spojrzałem w Twoje oczy a w nich odbijał się tylko smutek. Moje Słońce straciło blask… Jak mogłem dopuścić do tego. Jak zazdrość że Jimin stał się ważny dla Ciebie mogła sprawić, że nie walczyłem. Poderwałem się z krzesła i zamknąłem Cię w uścisku wtulając w siebie.
– … będę o Ciebie walczyć. – Dodałem zaciągając się Twoim zapachem. A chwilę później czułem jak moja koszulka przesiąka Twoimi łzami. Jak zaciskają się na niej Twoje długie palce. Staliśmy tak nie mówiąc nic. Każdy z nas krył w sobie smutek i tęsknotę.
- Wybacz mi… - Ciche ledwie słyszalne słowa jednak dotarły do moich uszu. Zaśmiałem się wprowadzając Cię w osłupienie. Ale to było silniejsze odemnie.
- Wybaczyłem Ci. Ale tamtego Skurwiela zabiję. – Przeczesałem z nadmierną czułością Twoje włosy. Patrzyłeś na mnie jak na debila. A ja właśnie jak skończony debil śmiałem się patrząc na Ciebie i zazdroszcząc sam sobie, że znów mam Cię w objęciach. Nie musiałeś rozumieć. Czułeś na pewno, a to się liczyło bardziej. Chwilę później znów dane było posmakować najcudowniejszych dla mnie ust. Czysta zielona herbata. Moja herbata. Mój Tae.
- Już spokojnie… nasza znajomość się zakończyła. – Oznajmiłeś chłodnym tonem, ale uśmiech wykwitł po sekundzie na Twoich licach. Nie wnikałem czemu, nie liczyło się to w danej chwili. Najważniejsze, że okazałeś się dojrzalszy i wróciłeś, szukając wybaczenia za błąd.

Całą resztę nocy pijani szczęściem spowodowanym swoim towarzystwem nadrabialiśmy stracone cenne godziny. Głupie uczucie przykrości opisanej w słowniku dla nas znów stało się czymś obcym, dalekim i wielce nierealnym. A miłość, tęsknota i nuta pożądania ubarwiły noc połączeniem westchnień, pomruków i pięknych wyznań.

Wiele miesięcy później dowiedziałem się, że tego dnia wróciłeś po swoje rzeczy i przyjechałeś po tego białego kota. Gdyby mój sen nie był tak czujny i gdybym się nie obudził pewno jeszcze długo byśmy się nie spotkali, gdyż panowałeś wyjechać w rodzinne strony. Jimin się Tobą zabawił prawda? No tak wiedziałem. Dwa dni po waszym epizodzie z pocałunkami miał już kogoś na noc, a dowiedziałeś się o tym w tak paskudny sposób. Długonoga piękna dziewczyna otwierająca drzwi będąc roznegliżowaną, a za nią Jimin łapiący ją w pasie i całujący po szyi zanim nawet łaskawie spojrzał na to kto stoi w progu to jest wystarczająco jednoznaczne.
Potrzebowaliśmy głupiego przypadku by znów byc razem.
Ale jesteśmy ponownie My.
Bo w końcu cyż nie mieliśmy byc zawsze razem? 

Ja. Ty. My.

Idealna całość. Dwie połówki jednej duszy. Jednego serca. Zamknięte w dwóch osobnych ciałach. Jednak odnalazły się i przyciągały siebie nawzajem. 
Choć i tak to co się stało… co zrobiłeś… to już zawsze będzie w mojej pamięci.




środa, 20 maja 2015

Pustka

Tytuł: Pustka 
Zespół: BTS
Paring: VSuga, VMin
Ostrzeżenia: Język użyty w tekście może byc uznany za gorszący. 
Cześci 1/2? (jeśli się komuś spodoba będzie ciąg dalszy)

Pustka. Niebyt. Nicość. Stan w którym nie istnieje nikt ani nic. Nie ma życia, uczuć… I nie ma Ciebie.

Pamiętam te dni kiedy wszystko było między nami dobrze. Kiedy nikt, ani nic nie mogło stanąć między nami. Obiecywaliśmy sobie, że będzie tak już zawsze.

 Zawsze będziemy razem.
Ja i Ty. My.

Idealna całość. Dwie połówki jednej duszy. Jednego serca. Zamknięte w dwóch osobnych ciałach. Jednak odnalazły się i przyciągały siebie nawzajem.

I nagle coś się zmienia.
Pojawia się coś co zmienia wszystko.
*

Ten dzień był piękny. Choć mroźny. Poznałeś mnie ze swoim przyjacielem. Byłeś taki szczęśliwy. Ten Twój cudowny uśmiech i iskierki w oczach sprawiały, że serce mi rosło. W takich chwilach cieszyłem się jeszcze bardziej, że niebiosa zesłały mi takiego anioła. Dzięki temu mogłem oglądać odbicie gwiazd w jego oczach. Mogłem Cieszyc się tym ze co dzień przytulam go do siebie i jest mój. A ja jestem jego. Razem szliśmy do kawiarni. Mieliśmy posiedzieć i porozmawiać. Za każdym razem jednak kiedy twój przyjaciel cię przytulał coś kłuło mnie w środku. Tak zawsze byłem o Ciebie zazdrosny. Ale kto by nie był? Masz przecież w sobie to wszystko co lubię w ludziach.

Jimin… Od tego dnia zapamiętałem to imię.

Ścisnąłem Twoją ciepłą dłoń. Szliśmy alejkami parku do naszego małego domku na przedmieściach. W końcu o takim marzyliśmy. Nie trzeba było nam wiele, kiedy mieliśmy siebie. Zrobiłem nam kolację. Ciepła herbata i tosty. Jak zawsze skromnie. Siedzieliśmy w salonie, drwa strzelały wesoło w kominku kiedy płomienie ognia lizały je swoim żarem. Poczułem twoją dłoń na moim udzie. I daję słowo taki sam żar bił od Ciebie jak z tych płomieni. Byłeś słodki, a na twoje policzki wkradły się rumieńce. Zawsze wyglądasz wtedy tak niewinnie. Przygryzasz wargę, a mój mózg wariuje. Ułamek sekundy, a już jesteś na moich kolanach i całuję Twoje miękkie wargi, smakujesz zieloną herbatą. Niezmiennie odkąd pierwszy raz złączyłem nasze usta w gorącym pocałunku. Dziś całujesz zachłanniej, chcesz coraz więcej i więcej. Wiem to. Widziałem to w Twoim spojrzeniu. Czuję to na moich piersiach gdzie umiejscowiłeś swoje dłonie, nawet zdradzasz to przeciągając pomruki. Ta gra to dopiero początek. A swój koniec będzie miała dużo później. I zupełnie gdzie indziej.

*

Minął tydzień odkąd poznałem Twojego przyjaciela. Siedzę sam w domu i pracuję. Pochłonięty pracą nawet nie zauważam, że wróciłeś wcześniej. Podbiegasz do mnie i od razu całujesz. Jednak czuję coś dziwnego. Pocałunek jest inny niż zawsze przy powitaniu. Inny niż wieczorami. Sprawdzasz nim czy tu jestem, czy jestem prawdziwy i coś jeszcze. Pocałowałem Cię czule i wtedy do mnie dotarło. Zielona Herbata i mięta… Twoje usta nigdy tak nie smakowały. Coś jest nie tak. Nagle się wyjaśnia.
- Hyung… - słyszę cichy nieśmiały głos. – Hyung On mnie pocałował. – Nie patrzysz mi w oczy kiedy te słowa trafiają do moich uszu. Nie chce mi się w to wszystko wierzyć. Wiem o kogo chodzi i mam ochotę się z nim rozmówić. Nie chcesz tego i tylko z tego powodu tego nie robię. Biorę się w garść chociaż mam ochotę wyć. Zamiast tego jestem przy Tobie i mówię, że to nic. Dziękuję za szczerość i tulę Cię tak długo aż całe emocje z nas nie uciekną. Siedzimy dziś długo pijemy herbatę i całujemy się. Co jakiś czas pytasz czy nie jestem zły. Byłem. Ale nie na Ciebie.

Dni miały nam spokojnie, zazwyczaj…

Jeszcze dwa razy dowiedziałem się od Ciebie, że Jimin Cię pocałował. Kłóciliśmy się przez to. Broniłeś go, a ja miałem ochotę go rozszarpać. W dodatku ten dupek mówił że Cię kocha. Nie jestem wcale zadowolony z tego, że musiałem jeszcze z nim rozmawiać. Było by mi wygodniej gdyby zostawił Cię w spokoju, ale nie mogłem znieść Twojego smutku kiedy mówiłeś, że on jest Twoim przyjacielem i nie możesz go stracić. Gdybym wtedy z nim nie gadał… Pewno nie doszło by do tego co teraz.

Nie ma Cię znów cały dzień. Siedzę nad tekstami i redaguję to co już napisałem. Łącząc to z kolejnymi bitami. Wszystko idealnie składa się w sensowną całość. Dzień pracy mogę uznać za owocny. Dopijam kawę, kiedy drzwi trzaskają, a TY wbiegasz do salonu. Przytulam Cię i zaczynasz płakać. Przepraszasz mnie, a ja nie wiem za co. Do czasu…
- Suga… - Bełkoczesz płacząc – Pocałowałem go… w usta i nie tylko… po szyji też… - Czuję się jakbym dostał serię z karabinu maszynowego prosto w serce.
- Jak to? Jak do tego doszło? – zachowuję się wyjątkowo chłodno w stosunku do Ciebie. Chociaż to do mnie nie podobne. Patrzysz mi w oczy i otwierasz usta po chwili je zamykając znowu. Robisz tak kilka razy zanim z nich wydobywa się coś oprócz szlochu.
- No bo… bo byliśmy u niego. – Słysząc to marszczę brwi. Naprawdę nienawidziłem kiedy do niego chodziłeś. A on przy każdej okazji Cię zaciągał do swojego mieszkania. – Yoongie… i leżeliśmy na łóżku… a dokładniej ja Jiminowi siedziałem na biodrach… - Reszta już nie dotarła do moich uszu. Że kurwa co? Ten pieprzony Sukinkot już nie żyje. Poderwałem się krzycząc i czując łzy w oczach. Wiedziałem, że albo coś rozwalę, albo uderzę Cię. Dlatego odsunąłem się jak najdalej. Myślałeś, iż chcę wybiec z domu i coś krzyknąłeś. Nie pamiętam dokładnie jak to leciało… ale coś o tym, że on Cię zauroczył. W tym momencie szlak mnie trafił. Upadłem na kolana czując jak moje serce rozpada się powoli na miliardy kawałeczków. Było już popękane. Ale to teraz czara goryczy się przelała. Jak mogłeś Tae… Mój słodki i dziwny Taeś… czemu byłeś zdolny do czegoś takiego. Posunęliście się za daleko. Obaj.

Pustka. Niebyt. Nicość. Stan w którym nie istnieje nikt ani nic. Nie ma życia, uczuć… I nie ma Ciebie.
Czyż nie mieliśmy być zawsze razem?
Ty i Ja. My.
Ty i On. Wy.
Idealna całość.   Całości nie było.
To co się stało… co zrobiłeś… to już zawsze będzie w mojej pamięci.



czwartek, 13 listopada 2014

Rozumiem wszystko.

 Tytół: "Rozumiem Wszystko"
Zesół: VIXX
Paring: LeoBin
Ostrzeżenia: Brak

Leo...


Rozumiem wszystko.


 A przynajmniej wydaje mi się że rozumiem. Mam wrażenie że to wszystko jest moją winą. Przepraszam za to że masz wrażenie że się mi narzucasz. Nigdy tak nie było. A to że nie pisałem pierwszy czy nie odpisywałem długo to zawsze było spowodowane tym że nie chciałem Ci przeszkadzać. Ja rzadko pisze do kogokolwiek pierwszy boję się że mnie zignorują, albo nie będę miał o czym gadać, czy właśnie tego że im przeszkadzam.  Nawet nie wiesz jaką radość sprawiało mi to że do mnie piszesz. Czasem tylko dlatego siedziałem do późna w nocy mówiąc że nadal się uczę.  A jak wtedy miałeś problemy z kontem to Ravi dostał spam wiadomościami że się martwię bo może zrobiłem coś nie tak, że przeze mnie  coś się zepsuło u nas i nie chcesz być ze mną…. Teraz widzę, że może to być prawdą.




Boli mnie to, że myślałeś że nie mamy szans na to by nam się udało i  że sobie wmawiałeś że to nie wyjdzie. 




Nie wiem co teraz się dzieje w twoim sercu. Nie wiem czy nadal coś do mnie czujesz. Wiem tylko tyle że ja ciągle Cię kocham.




Jeśli masz być nie szczery wobec siebie to nie chcę pozwolić by tak było.  Gdybyś tylko udawał dla mnie to bym to zniósł, ale nie chce byś oszukiwał też siebie. Tego nie przeżyję.



Chcesz to zakończyć… to nie będę Cię powstrzymywał. Skoro to nie ma sensu… i nie ma już NAS tylko jesteś Ty i Ja… Bo jeśli się kogoś kocha to trzeba pozwolić mu odejść, chciałbym Cię zatrzymać ale był by to czysty egoizm. Nie chcę byś był przeze mnie nieszczęśliwy, byś cierpiał z mojego powodu i musiał udawać. 




Chcę byś tylko wiedział że ja zawsze będę Cię kochał.  A te wspólne dni były dla mnie czymś bardzo ważnym i były cudowne. Dziękuję Ci za nie.  




Daję Ci wolność której potrzebujesz. Nie będę się już naprzykrzał. Jeśli będzie trzeba zniknę z Twojego życia. Chcę tylko abyś był szczęśliwy. Mam nadzieję że znajdziesz kogoś kto bardziej na Ciebie zasługuje.  Kto Cię pokocha równie mocno jak ja i Ty go też tak pokochasz. A jeśli już jest ktoś taki to życzę wam szczęścia.




Kocham Cię nadal, dlatego nie mam o nic żalu. Staram się Ciebie zrozumieć. Przepraszam, że zniszczyłem to co było między nami. Nie chciałem by tak się stało. Jeszcze raz dziękuję za tą szansę którą mi dałeś i za to, że mnie pokochałeś. 




Prawdopodobnie zniknę na jakiś czas by sobie to ułożyć. Przepraszam że Cię zawiodłem. Przepraszam, że zburzyłem Twój spokój. Przepraszam za tyle słów.  Pisałem to pod wpływem emocji. A znikłem wtedy bo nie chciałem Ci się popłakać, choć i tak się popłakałem.




Może wrócę silniejszy… jeśli wrócę… jeśli w ogóle odejdę... Zawsze kochający Hongbin ~~
 


piątek, 14 lutego 2014

"Przepraszam"

Zespół: U-Kiss
Paring: Soohyun/Dongho [2Shin]
Ostrzeżenia: Krew. 
Od autora: Dużo cierpienia. 

Było tak idealnie. Poszliśmy do uroczej knajpki w której często przebywaliśmy. Tu nas nikt nie znał. Nikt nie oceniał. Mogliśmy być sobą.  Siedzieliśmy ukryci za filarem, przy stoliku na końcu sali. A raczej wnęki. Przygaszone światło sprawiało że miejsce miało specyficzny klimat. Światło odbijało się od biało czarnych ścian. Czerwone obicia foteli i sof były niezwykle wygodne. Czuło się tu jakoś bezpiecznie. Patrzyłem Ci prosto w oczy. Które były takie piękne. Patrzył na mnie zawsze tak czule. Przysunąłem się do Ciebie kawałeczek. Żeby być ciut bliżej i móc wdychać Twoją wodę kolońską. Dziś pachniałeś jeszcze cudowniej niż zazwyczaj. Zaciągnąłem się po raz kolejny, ach ten zapach mnie hipnotyzował. Zjedliśmy kolację i zamówiliśmy deser.  Deser był niesamowity. Kruche ciasto z przepysznym kremem i te owoce. Rozpływało się w ustach. Dopiłem moje latte. I przyglądałem Ci się uważnie. Dziś coś mało mówiłeś odkąd weszliśmy mu. Parę razy wypowiedziałeś moje imię, spytałeś o coś błahego i nic poza tym. Trochę mnie to martwiło.
- Dongho…
-Hymm?
- Zerwijmy.
W tym momencie mój cały świat runął. Ale zaraz obiecałeś… To jakiś żart. Zaśmiałem się.
- Nie mówisz naprawdę? Prawda? – Nic nie powiedziałeś. – Soohyun! Obiecałeś! Mieliśmy być zawsze razem. – Nadal nic. – Nie pozwolę Ci odejść. Jeszcze dziś mówiłeś że będziesz o mnie walczył!  Ja będę o Ciebie walczyć nie zmienię tak łatwo tego co czuję i nie zostawię Cię tak łatwo... obiecałem Ci to. Kocham Cię rozumiesz? Jak nikogo na tym cholernym świecie jesteś jedyną osobą na której mi naprawdę zależy. – Ciągle milczałeś. – Nie obchodzi mnie co się stało. Jaki jest tego powód. Czy Cię zanudziłem, czy się ze mną męczysz. Nie dam Ci tak łatwo odejść. Cholera Kocham Cię i nie opuszczę! Dla Ciebie zrobię wszystko.
- Przepraszam. – Wyszeptałeś i spuściłeś wzrok.
- Tylko tyle? Nie powiesz mi dlaczego? Jak w jednej chwili to wszystko co do mnie czułeś stało się nieistotne. A może niczego tak naprawdę nie było?
- Nie wiem co mam Ci powiedzieć.
- No nie wiem? Może prawdę?
- Nie powinienem się angażować. Nie nadaję się do związków. Przepraszam. Żegnaj.
- Nie mów tak! To nie prawda!  Powiedz przynajmniej czy to wszystko było szczere. Czy mój smutek ma sens?
- Przepraszam.  – Powtarzałeś się jak zacięta płyta.
- Jeśli kiedyś będziesz w stanie mi powiedzieć… Wiedz że Cię Kocham. Najmocniej na świecie.  Pójdę już. – Położyłem na stoliku pieniądze za mój posiłek. I wyszedłem z knajpki. Gdy tylko znalazłem się na ulicy rzuciłem się pędem w stronę domu.  Pierwszy raz byłem tam tak szybko. Zamknąłem się w swoim mieszkaniu.
Dostałem wiadomość od AJ’a… Akurat teraz? Zacząłem z nim pisać. Nie wiem kiedy powiedziałem mu wszystko co się stało. Pisałem że nie dam sobie rady. Prosiłem go by mnie zabił bo ten ból zabija mnie zbyt wolno. Miałem drgawki. Trząsłem się jak w gorączce, lub gdybym miał atak padaczki. Moje serce pękło na tysiące kawałeczków.
-„Aj chyba sobie coś zrobię.”
- „Tylko jeśli musisz… jeśli nie ma innego wyjścia… ale proszę nie głęboko.” – Odpisałem mu że byłby to pierwszy raz gdybym się pokaleczył. Wolałem się upić, ale mi zabraniał. A Fajki się kończyły.  
Znów poprosiłem by mnie zabił.
- „Zostaniesz przy życiu.”
- „Co to za życie bez niego?”
- „Też tak kiedyś myślałem. Ale uwierz mi Dongho, że warto żyć.”
- „Nie widzę sensu.”- Jaeseop w odpowiedzi powiedział że sam ma od dłuższego czasu depresję. I mam mu zaufać.
Ale jesteś moją pierwszą miłością. To boli. Nawet nie wiesz jak bardzo. Kolejna fala drgawek. Zakrztusiłem się łzami i zacząłem się dusić. Odkaszlnąłem i napiłem się wody z butelki leżącej przy biurku.
Mam ochotę rozjebać  wszytko, wziąć żyletkę pociąć się, zabić kogokolwiek, strzelić sobie w łeb rozerwać serce na kawałeczki, nie chce tu być
Chce zniknąć. Zapaść się pod ziemie. Nie istnieć. Bo nie mam dla kogo.
Aj kazał mi zniszczyć maskotkę. Ale pierwsza która leżała była od Ciebie. Ta piękna panda. Którą mi wygrałeś na festynie. Miałem zabrać inną. Wyżyć się. Nie byłem w stanie. Jaesop był cały czas pisał. Oderwał mnie od myślenia o Tobie i o tym jak cierpię. Nawet powziąłem kroki do zmian. Chciałem się zafarbować aby rozpocząć nowy rozdział. Jego „obecność” pomagała, naprawdę. Ale do czasu. Potem zostałem sam. Chwila względnego spokoju minęła. Wszystko wróciło. Jest za 20 pierwsza.  Leżałem na łóżku wiercąc się. Pochlipując w poduszkę i wspominając nasze wspólne momenty. Dałeś mi tyle szczęścia. A teraz Tyle Cierpienia. Soo… dlaczego?
Nie wytrzymałem. Znalazłem paczkę żyletek. Jedna jedyna żyletka leżała na dnie szuflady z papierami i ołówkami.
Przygotowałem gazę i bandaż. O dziwo znalazły się w moim domu.  Byłem gotowy. W ustach trzymałem bandankę.  Zagryzłem ją i zrobiłem jeden ruch.  Spojrzałem na moje prawe udo. Nic… nic nie poczułem. Po chwili jednak ciurkiem zaczęła płynąc krew. Próbowałem tamować ranę lecz to nic nie dawało. Czerwonego płynu było coraz więcej. Sms’ od Eli… jeszcze jego brakowało. Wdałem się chwilowo w dyskusję z nim i spytałem jak zatamować krwawienie. Wpadł w panikę. Chciał do mnie przyjechać i mi pomóc. Ale go zbyłem. Nie chciałem żeby zobaczył mnie takiego. Zakrwawionego, popłakanego, z opuchniętą twarzą, zachrypniętego. Nie wciągnę go w to. Wystarczy  że Aj się zamartwia. Krwotok ustał. Zabandażowałem nogę ale gdy tylko spróbowałem wstać rana się odświeżała. Przy każdym ruchu tak było. Do rana cała pościel była w krwi. Ja wyglądałem jakbym kogoś zamordował.  Byłem słaby. Straciłem za dużo krwi. W kuchni zasłabłem robiąc śniadanie. Znalazł mnie tam Jaseop. Który sprawdzał co się ze mną dzieje i wszedł do mieszkania.

Leżę teraz pod kroplówką. Jestem utrzymywany w śpiączce. Mam wyzdrowieć. Ale na cholerę mi to. Bez Ciebie… nie chcę żyć. Dostałem znów drgawek. Sprzęt zaczął szaleć. Wydawało mi się przez chwilę że słyszę twój głos. Jak prosisz żebym żył. Po policzku słynęła mi pojedyncza łza. Tak bardzo Cię kocham SooHyunie… A Ty mnie zostawiłeś. 





czwartek, 13 lutego 2014

Nocny Spacer

Zespół: U-Kiss
Paring: Kevin & Kiseop
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Całość utrzymana w klimatach smutnych i to bardzo.


A śnieg padał coraz mocniej i mocniej. Ulice pustoszały z minuty na minutę. Każdy normalny człowiek nie miał zamiaru opuszczać ciepłych i bezpiecznych mieszkań, w których nie dało się za nic w świecie odczuć tego wszechobecnego mrozu.
A on szedł. Szedł nie zważając na zimno. A może raczej to co przeżywał wewnątrz siebie nie pozwalało mu na odbieranie zewnętrznych bodźców? Zmierzał w stronę rzeki. Po jego policzkach spływały gorzkie łzy. Nie liczyło się teraz nic. Nie potrafił odnaleźć w tym momencie sensu tego co się stało. Sensu swojego istnienia.  Istnienia? Ha dobre sobie. On raczej prowadził marną egzystencję. Egzystencję polegającą na dwumiesięcznym oczekiwaniu tej chwili….
I ta chwila nadeszła.
Ale w zupełnie innych okolicznościach. W całkowicie inny sposób. W innym miejscu.
Był teraz całkowicie sam. Ból jaki jemu to sprawiało był nie do zniesienia. Psychicznie nastawiał się na to że tak to już będzie. Ale… Ale to nie zmniejszyło bólu jaki czuł odkąd dowiedział się że jego plany się nie powiodą.
Gdyby nie to że obiecał tamtej osobie… Swoim przyjaciołom… I przez wzgląd na swoich bliskich.  To na pewno teraz stałby tu paląc papierosy jeden za drugim, dopóki ten za słodki zapach wanilii którym nasączony był tytoń nie przyprawiłby ją o mdłości. Albo siedział by w barze wgapiając się w kolejny kieliszek przezroczystego płynu, który właśnie został tam umieszczony przez barmana. Wypiłby to za jednym razem, a napój znów sprawiłby że jego przełyk płonąłby żywym ogniem. Jest jeszcze jedna opcja… Tej to chyba nikt by mu nie wybaczył.  Usiadłby w mieszkaniu. Zapaliłby parę zapachowych świec. Zgasił wszystkie światła w pokoju i z przygotowanym do „zabiegu” małym „zestawem” spędził by noc. Mały cienki kawałeczek metalu który by przeszywał jego skórę stałby się jego zbawieniem. Trzymana w zębach chusteczka byłaby cała pogryziona. A bandaży i gaz ledwo by starczyło do zatamowania obfitych krwawień z niewielkich, ale licznych ran.
Cholera!
W końcu obiecał że nie zrobi nic głupiego. Fajki, wódka i żyletki odpadają.
Został tylko ten bezsensowny spacer. Spacer po nadzwyczaj spokojnym Seulu.
Właśnie wszedł na deptak. Przystanął wspominając, że przecież tu tyle miłego się stało. Te chwile z przyjaciółmi  tak drogimi jego sercu. Te wygłupy gdy w maseczkach chirurgicznych dumnie kroczyli w śród tłumów mieszkańców i turystów. Śmiechy w kolejce po bubbletea.  Albo błądzenie po galerii i jazda w kółko ruchomymi schodami, pomimo tego że galerię znali praktycznie ma pamięć… To wszystko pewnie dlatego że przed wejściem czekali tyle godzin na wszystkich. Uśmiechnął się na samo wspomnienie. A obrazy które przywołał w pamięci były aż nadto rzeczywiste.
Zimny dreszcz i kolejna fala szlochu. To było tak dawno…
Poprawił czapkę z kocimi uszkami którą dostał od tamtej osoby. Co z tego że wszyscy się z tego prezentu naśmiewali. Nie odda go za nic w świecie, bo dla niego jest najpiękniejszy.  Gdy tylko jego dłoń na niej spoczęła wszystkie emocje uderzyły ze zdwojoną siłą.
Ten dzień był jednym z gorszych. Najgorszym nie. Najgorszy miał za sobą. Wtedy to naprawdę postąpił głupio. Ale kto by tak nie postąpił po zerwaniu? Potem długo tego żałował. Bo rana tylko przypominała o tym co wtedy czuł. Na szczęście dla wszystkich jeszcze tego samego dnia znów byli razem…
Dlatego ten dzień był tak długo oczekiwany. Mieli się spotkać pierwszy raz od 2 miesięcy. Pierwszy raz od chwili gdy każde z nich musiało wrócić do siebie.
Lecz  Kevina tu nie ma.
Chłopak przeszedł przez deptak dalej zmierzając w stronę rzeki Han.
Mrok rozświetlały latarnie. Spokój i względna cisza sprawiały że myśli krążyły i nie mogły się uspokoić. Serce bolało. Czuł się tak samotny. Wiedział, że nie tylko on to teraz przeżywa. Chciałaby móc się teraz przytulic. Tuliłby się i nie puszczał. Był teraz bezsilny. Naprawdę wszystko zatraciło swój sens. Coś co wczoraj jeszcze sprawiło że się uśmiechał. Dziś było irytujące. Przez co kłótnie w domu trwały cały dzień.
Ten żal do świata przytłaczał go. Ale co teraz mógł zrobić? Zostało mu iść. Coraz dalej. W mrok. Tak jak w mrok skierowało się jego serce. Serce które traciło siły do walki. Choć wcale tego nie chciało.
Ciemnowłosy chłopak wkroczył na most. Przystanął i popatrzył w ciemną toń wody. Tyle razy przechodziło mu przez myśl by skoczyć z takiego jak ten mostu. Z byle powodu. Teraz też by skoczył z wielką chęcią. Ale nikt by go nie uratował gdyby zrobił to teraz. A on wcale nie chciał się żegnać z życiem. W końcu Ktoś tam na niego czekał i pragnął by z nim był.
Stukał palcami w barierkę. Most. Z mostem też związane były plany. Kłódeczka. Jedna mała kłódeczka z inicjałami i kluczyk który wpadłby w taką otchłań wody. Właśnie w tym monecie w słuchawkach  popłynęła melodia, tak dobrze mu znana. Słowa „Jeśli muszę i wybrać będę mógł jak odejść, to przecież dobrze, dobrze o tym wiesz chciałbym umrzeć przy Tobie.”  brzmiały teraz jak marne pocieszenie.
Zaczął biec na drugi brzeg. Dobiegł do najbliższego skrzyżowania. Zielone światło na przejściu. Wbiegł na nie zapłakany trzęsąc się nie z zimna, ale z rozpaczy.
 I wtedy poczuł że leci… Leci coraz wyżej i dalej. By zaraz upaść. Zderzyć się z zimnym twardym asfaltem.  Zamknął powieki, które stały się nagle bardzo ciężkie. Odgłosy ze świata zewnętrznego stały się przytłumione. Ciała nie czuł wcale. Było mu dobrze w tej nicości która go pochłaniała. Całe zło, wszystkie przykrości, stan depresyjny, smutek serca, zamęt w głowie – wszystko to znikło.
Lecz czy taki ma być koniec? Już nigdy nie ujrzy tych których kocha… Tych śmiejących twarzy, niezważających na jego maskę radości. Tych czułych objęć. Wesołych głosów. Ciepłych słów. Głosów mówiących „Kocham Cię”, a każdy z nich na inny sposób.  Czy to wszystko ma teraz swój smutny finał? 


Nie tak miało być! Nie tak miał wyglądać ten długo oczekiwany dzień.
Ostatnie słowa jakie wypowiedział brzmiały "Na zawsze będę Twój Kevinie. Żyj tak jakbym był tylko snem."
A ostatnia wiadomość jaką dostał Kevin z numeru chłopaka brzmiała "Kiseop nie żyje. Zapomnij o nim."




Z kim bym się wygłupiał?

Zespół: V.I.X.X
Paring: WonHwan
Od autora: sry że takie słabe ale no liczą się chęci nie?

Nudna lekcja, kolejny „zajmujący wykład” i masa ludzi w Sali którzy tylko myślą co będą robić po opuszczeniu budynku szkoły. Ravi na swoim komputerze wszedł na klasowy chat, który przeznaczony był dla uczniów aby w czasie zajęć mogli pytać się siebie nawzajem o przerabiany temat. Oczywiście nie zdawało to egzaminu. Świeciła się tylko jedna zielona kropeczka. Jak chłopak się spodziewał na chacie siedział Ken. Nagle wyskoczyło okienko z rozmową.
K:„Hej”
R: „ Już się dziś witaliśmy”
K: „ Ale nie tu xD”
R: „Ano… To Siema”
K: „ Rozumiesz coś z tej lekcji?”
R: „Nic a nic. Jak zwykle przynudzają”
K: „Ej patrz na to….”
R: „Hym???”
*Ken wysyła Ci plik*
*Pobierz*
Ravi kliknął na ikonkę i wyświetlił mu się filmik… Krótka animacja na której ich belfra porywa szkielet stojący w sali i wybiega z nim przez drzwi. Chłopak  powstrzymał się od wybuchnięcia śmiechem . To było tak głupie że aż śmieszne.
R: „Gdzie ty to znalazłeś?”
K: „ Foldery starszych uczniów :DD ”
R: „Haha dobre. Lubię to (y)”
K: „Idziemy razem na lunch? Za 5 min i tak jest dzwonek…”
R: „No spoczko. ^.*”
Gdy tylko zadzwonił dzwonek. Uczniowie z ulgą opuścili klasę.
Ken dogonił blondyna i łapiąc go pod ramię pociągnął do stołówki. Zamówili tam jakieś jedzenie i udali się zjeść na boisku. Tam można było się powygłupiać i nikt nie miał Cię za debila.
Siedzieli na środku boiska i śmiejąc  się co chwilę konsumowali posiłek .
Nagle blondyn oberwał czymś w głowę. Odwrócił się w stronę skąd nadleciał „pocisk” i znów został trafiony. Złocista frytka trafiła go prosto w nos.
- Jaehwan! Co ty wyprawiasz?
- Rzucam w Ciebie frytką?
- Żebym ja czasem w ciebie niczym nie rzucił!
- Haha wcale się Ciebie nie boję.
-Jesteś pewny  Kennie?
- Wonsik! Tak nic mi nie grozi przy Tobie.
Ravi podniósł się z ziemi i rzucił się na kolegę przypuszczając na niego atak łaskotkowy.
- Hyung’a tak atakować? Hahah Wonsikam ze śmiechu!
- Wonsikać to tylko ja mogę! –Rzucił blondyn robiąc obrażoną minę i przestając łaskotać chłopaka.
- Ej no nie obrażaj się. – JaeHwan  usiadł obok niego i oparł głowę mu na ramieniu.
Młodszy nic nie powiedział tylko przytulił starszego. Pocałował Hyunga w policzek. „Nie mógłbym się na Ciebie obrażać”  wyszeptał.  Po czym się odsunął.

- Z kim innym bym się wygłupiał? – Dodał już głośniej zabierając resztki posiłku i wyrzucając je do najbliższego kosza. – Chodź już zaraz zaczynają się zajęcia – Wyciągnął do Kena rękę. Ten ją chwycił i powoli ruszyli w stronę szkolnego budynku.


Nocna melancholia.

Zespół: BTS
Paring: VHope
Ostrzeżenia: brak
Od autora: Mała przerwa w pisaniu Banglo gdyż na niego nie mam weny od bardzo dawna.



Siedziałem, w ciemnym pokoju wgapiając się w ekran komputera i nerwowo sprawdzając wiadomości… nic… nadal. Pół dnia już tak.  Cały czas nic… Czy tak ma wyglądać to teraz?
Debil ze mnie nie napisać pierwszy…
Czego się boję? Co?
Przecież jesteśmy razem. To nie pierwsza rozmowa…  Kurwa! Co się ze mną dzieje? Człowieku ogarnij się!
Co jest? Obraz mi się rozmazał i na policzku poczułem coś mokrego… Czemu ja płaczę?
 Czemu to jest takie trudne?
Na filmach zawsze jest wszystko takie łatwe… A tu? Tu nie.

Kocham Cię za każdym razem gdy wypowiem to w myślach, przechodzi mnie fala emocji. Uczucia się we mnie kotłują. Czuję te same motylki co na początku. To samo pod denerwowanie. Łzy spływają mi po policzkach jak wtedy gdy powiedziałeś że mnie kochasz.
Ech wszyscy wiedzą że dziwnie się zachowuję. Tylko nie Ty. Nie chcę Cię zamęczać moją osobą.
Ale serio myślę że to robię… Zakochałem się naprawdę. Pierwszy raz. Bez pamięci. Boję się Ciebie stracić. To takie ech dziecinne. To moje zachowanie.
To całe płakanie po nocach do poduszki. Tęsknienie za tobą nawet gdy piszemy.  To takie… takie podobne do mnie. Bo kto inny jest w stanie coś takiego sobie ubzdurać?
Kocham Cię pomimo że jesteśmy od siebie tak daleko. Pomimo że chyba za mało Ci to okazuję.
Nikogo wcześniej i nikogo później nie będę darzyć takim uczuciem. Coś takiego czuje się raz.
Napisałem. Po napisaniu 2 zdań mój oddech był tak bardzo nierówny. Serce chciało się wyrwać z piersi. A w brzuchu miałem tornado motyli… Ktoś powiedział że to miłość tak sobie do mnie wraca ze zdwojoną siłą. I chyba tak jest. To bardzo przyjemne.
Choć uciążliwe że wstydzę się najbliższej memu sercu osoby.
Tyle radości sprawiło mi że odpisałeś. Nawet nie wiesz jak wiele znaczyły dla mnie te 3 słowa.
Nasza tak krótka rozmowa sprawiła że cieszyłem się jak dziecko.
Wszystko się uspokoiło.
I gdyby nie fakt że Ty byłeś jakiś nie swój było by wspaniale.  Tęsknisz ża przyjacielem rozumiem. Martwisz się o niego. A ja martwię się o Ciebie. Przejmujesz się nami wszystkimi a sobą na końcu. Może nie Ty jeden tak robisz bo ja to chyba nawet bardziej… ale cóż ja mogę. Ty nie!
Kochanie mogę tylko mieć nadzieję że jakoś uda mi się przywrócić uśmiech na Twoją twarz. A jeśli ja nie będę w stanie to zrobią to Twoi przyjaciele.
Zasnąłeś… nie pierwszy raz zdarzyło Ci się to przy rozmowie. Nie mam Ci tego za złe. Nigdy nie miałem, nie mógłbym.
Słuchałem jeszcze raz nowego kawałka. Łącznie przesłuchałem go z 30 razy zanim zamknąłem karty fejsbook’a  i wyłączyłem tablet.
Sprawdziłem telefon. Sms „Idź spać Hope” z jakieś 3 godziny temu wysłany przez Ciebie.
I tak się nie dowiesz kiedy zasnąłem.
- Dobranoc V. - Powiedziałem do telefonu.
- Kocham Cię V. Twój Hoseokie tęskni. -  Wymruczałem w poduszkę  zamykając  oczy.





wtorek, 10 września 2013

Jest ze mną coś nie tak... Cz.3

Tytuł: "Jest ze mną coś nie tak..." Cz.3
Zespół: B.A.P
Paring: BangLo
Ostrzeżenia: nic specjalnego


Już mnie znacie no ale… Tu znów wasz Zelo. Wiecie po tym co się wydarzyło wczoraj… To było takie niespodziewane! Ale tak mi się podobało. Chciałbym żeby Guk naprawdę coś do mnie czół. Mam nadzieję że się mną nie bawi. Bo tego bym chyba nie przeżył. O Rany! Dziś nasz występ! Chyba umrę z nerwów.

Stylistki, makijażystki, muzycy, tancerze, oświetleniowcy i masa innych ludzi mijała na korytarzu chłopaka. Było ich zdecydowanie za dużo. Wszyscy życzyli mu powodzenia, uśmiechali się ciepło i klepali go po ramieniu.  Ale Stres który dopadł blondyna był nie do wytrzymania. Teraz siedział w garderobie i wpatrywał się w swoje odbicie w lustrze.  Blond loczki opadały mu na oczy gdy pochylił nieco głowę.
- Nie dam rady! – Schował twarz w dłoniach.
- Pierdzielisz. – Usłyszał nad sobą znajomy głos. Spojrzał na Tą osobę i prawie spalił się ze wstydu.
- Uch Bang… - wydusił z siebie zaskoczony chłopak.
- Pamiętasz o czym jest kawałek? „Never Give Up!” Młody!  A ja ty co słyszę? Przecież będziesz tam ze mną.  – Starszy uśmiechnął się do siedzącego na krześle i podał mu rękę żeby pomóc mu wstać.
- Dziękuję Hyung. – Zelo wstał po czym przytulił się do Rapera.  Ten objął go w tali i pocałował w czoło.
Zelo znów poczuł wszechogarniające ciepło. Wtulił się i zaciągnoł zapachem Hyunga. Pachniał tak przyjemnie. Był taki opiekuńczy… Zelo kochał go z każdym dniem jeszcze bardziej. Bang odsunął blondyna i pocałował czule w usta, przez co młodszy się zaczerwienił.
- Uroczy jesteś jak tak się zawstydzasz. Mógłbym Cię takiego widywać cały czas. – Mróknął lider.
- Co… Co masz na myśli? – Spytał  Maknae.
- Ze mi się cholernie podobasz skarbie. I jeśli tylko mi na to pozwolisz to chciałbym być z Tobą.
- Naprawdę? ! – Zelo pisnął uradowany, a do oczu napłynęły mu łzy szczęścia. Choć po chwili dopadły go obawy.
- Myhym. Ale nie płacz mi tu. Tylko powiedz czy zgadzasz się ze mną chodzić? – Bang spojrzał na niego trochę zdezorientowany tą reakcją młodszego.
Zelo pokiwał głową i otarł łzy. Dostał całusa w policzek i wyszli z garderoby kierując się w kierunku sceny. Teraz koncert… A potem trzeba będzie się zastanowić w jaki sposób i kiedy zdradzić największy sekret.


Miesiąc później.

-Dzień dobry kochanie – Usłyszał Zelo nad uchem gdy Guk przytulił go wchodząc do jadalni. Jelly cmoknął go w policzek i uśmiechną się promiennie.
- Możecie nie przy śniadaniu? Wiemy że miłość i wgl. No ale dajcie nam zjeść spokojnie – Mruknął Himchan.
- Mamy jakieś plany na dziś? – Zapytał Dae
- Dziś mamy dzień wolny – odpowiedział Bang zajmując miejsce przy stole.
- To może pójdziemy gdzieś wszyscy? – Rzucił pomysł Jae
- W porządku. To wy macie pomyśleć gdzie i za 2 godziny wszyscy są gotowi do wyjścia.

Całą ekipą poszli do parku. Zelo zabrał ze sobą swoją deskorolkę bo była tam specjalna część gdzie można było jeździć. Miał zamiar poćwiczyć parę trików. Chłopcy siedzieli na ławkach rozmawiając o nowych układach i piosenkach. Up zaczął się wygłupiać i tańczył do któregoś z kawałków. Dae i Jae nucili melodię. A Himchan nie mógł opanować śmiechu widząc co wyprawia tancerz.
Lider choć żywo uczestniczył w rozmowie nie spuszczał oka ze swojego skarba. Podziwiał go gdy wykonywał bezbłędnie kolejne triki.  Maknae właśnie wjechał na kolejną rampę i już miał zjechać, gdy zakręciło mu się w głowie i zamiast wykonać trik spadł z deski i przejechał tyłkiem w dół uderzając o beton. Pierwszy do Zelo podbiegł Guk kazał mu nie wstawać tak od razu. Młody jęczał z bólu, miał podrapane nadgarstki i łokcie, z prawej nogi spływała stróżka krwi. Zelo prawie stracił przytomność .  Bang nie mógł uwierzyć że tak niegroźny upadek, narobił tyle szkód. Zresztą nikt z zespołu w to nie wierzył.  Zabrali go do auta i przewieźli do szpitala. Wszyscy się zamartwiali ale najbardziej lider.